Pan premier Donald Tusk proponuje podwyższenie wieku emerytalnego do 67 lat, zarówno dla kobiet jak i mężczyzn. Jest to kolejna propozycja mająca ratować budżet przed krachem w postaci przekroczenia progu zadłużenia państwa, powodujący obowiązek ścięcie deficytu do zera. Już pan premier straszy, że jak nie będzie reformy to będzie podwyżka VAT.
Oczywiście ta propozycja jest głupotą, bowiem podwyższenie wieku emerytalnego przyniesie ewentualne pozytywne skutki dla budżetu (mało odczuwalne skądinąd) za parę lat. I potem znając życie rząd (jakikolwiek by nie był) znowu zamiast ograniczać wydatki, zmniejszać podatki będzie nakładał, coraz to nowsze. Może i kolejne podwyższenie wieku.
Skądinąd powoli wracamy do korzeni systemu emerytalnego, jakie znajdujemy w XIX w. z kanclerzem Bismarckiem. Tak to on wprowadził coś takiego jak państwowe emerytury, ale nie w takiej formie jaką wyobrażało sobie wielu solidarystów czy socjalistów.
Założenie było proste, emerytura była wypłacana w wypadku gdy dożyje dana osoba nie wiem 80, co w ówczesnej epoce było bardzo rzadkie. Po prostu państwo zgarniało gotówkę, tych którzy kopnęli w kalendarz troszkę wcześniej.
A jak ten system ma się do dzisiejszej rzeczywistości? Otóż nijak. Długość życia wzrasta, to i kasy nie ma bo idzie na emerytury, których w założeniu systemu Bismarcka było nie wiele.
Dlatego wolałbym by wreszcie zerwać z przymusem płacenia na ZUS, czy OFE i samemu sobie składać na przyszłość. Wiem jednak, że to jest nierealne i w ogóle podniesione zostanie larum o zostawieniu na pastwę losu nieporadnych, biednych itd.
W związku z tym dobrą w mojej ocenie propozycją jest tzw. system kanadyjski wspierany przez Centrum im. Adama Smitha i swego czasu popierany przez PSL. Polega on na zapewnieniu przez państwo bardzo niskiej emerytury, zapewniającej w miarę życie do pierwszego powiedzmy otrzymywanej z tytułu obywatelstwa. Byłaby ona jedna dla wszystkich (nie liczę tych, którzy mają swoje składki już i one powinny być doliczone) . Jeżeli ktoś chce więcej niech zaoszczędzi sobie jak chce, to już nie państwa sprawa.
Nie jest to do końca dobry system, ale na pewno lepszy w obliczu alternatywy potencjalnego upadku systemu i trzymaniu go przy życiu kosztem biednych. Lepszy rydz niż nic.
wtorek, 14 lutego 2012
wtorek, 18 października 2011
Paradoks Palikota
Z pewnością dużo osób wiązało z Ruchem Palikota pewne obawy, co do naruszenia dotychczasowej pozycji Kościoła Katolickiego. Takie miałem i ja. Dziś już takich nie mam. Dlaczego? Wystarczy spojrzeć na histerię pani Nowickiej w Polsat News, chociażby. Mają swoje 5 minut i konsekwentnie niszczą swój wizerunek.
Począwszy od sprawy z Krzyżem, która zapowiada się na gigantyczną klapę. Potwierdza to sondaż (tak, tak wiem, że sondaże kłamią, ale ten jest wyjątkowo ciekawy) dla Gazety Wyborczej, w którym miażdżąca większość (ok. 70%) chce Krzyża w Sejmie. Zwróćcie szczególnie uwagę, gdzie to zostało opublikowane.
Co z tego wynika? Ano to, że wcale antyklerykałowie, nie urośli w siłę, ani przez chwilę. Zwyciężyła po prostu naiwna wiara w nowość młodych i elektoratu Samoobrony. Nic więcej.
Może się wydaje się zaskakujące to co napiszę, ale zyskuje na tym… PiS. Dlatego, że to PiS prezentowany był na oszołomów totalnych, co chcą rewolty robić. A teraz tę łatkę przejmuje Palikot.
Można przyjąć założenie, że Palikot pod osłoną nocy zdejmie krzyż. Tylko czy taki cynik jak on odważy się na nurkowanie w dół w sondażach. Wątpliwe, także bądźmy spokojni i nie dajmy się sprowokować.
poniedziałek, 17 października 2011
Co zrobi Ziobro?
W ostatnim czasie w związku z nudą zafundowaną przez Donalda i spółkę(a właściwie "spółdzielnię") media zajmowały się Januszem Palikotem, a teraz szukają podziałów w PiS. Po co? Czy ktoś jeszcze pamięta, co było za czasów odejścia JKR? Temat na 2 tyg. To jest temat zastępczy. Tylko mam pewną wątpliwość co do Zbigniewa Ziobry.
Niewątpliwe jest to, że ma ambicje. Pytanie czy wytrzyma wewnętrzne "parcie" na szkło? Czy może będzie w gorącej wodzie kąpany? Przypuszczam, że poczeka. Bo jeśli wybrał by to drugie to co go czeka? Polityczna śmierć i nic więcej. I na pewno on zdaje sobie z tego sprawę. Dystans między Warszawą a Brukselą robi swoje.
I z tego wniosek dla szeroko rozumianego obozu patriotycznego powinien być jasny. Nie stać nas na podziały. Trzeba nam pracy u podstaw. Zdaję sobie sprawę z tego, że niektóre działania Jarosława Kaczyńskiego nie zmierzają w dobrą stronę. Przypominają politykę PC z lat 90., gdzie problemem była niby zbyt duża liczba członków, czyli partia wymykała się spod kontroli. Prezes PiS musi zdawać sobie sprawę, że PiS musi stać się szerokim ruchem społecznym. Tak zwyciężył Fidesz, tak musimy i my.
Niewątpliwe jest to, że ma ambicje. Pytanie czy wytrzyma wewnętrzne "parcie" na szkło? Czy może będzie w gorącej wodzie kąpany? Przypuszczam, że poczeka. Bo jeśli wybrał by to drugie to co go czeka? Polityczna śmierć i nic więcej. I na pewno on zdaje sobie z tego sprawę. Dystans między Warszawą a Brukselą robi swoje.
I z tego wniosek dla szeroko rozumianego obozu patriotycznego powinien być jasny. Nie stać nas na podziały. Trzeba nam pracy u podstaw. Zdaję sobie sprawę z tego, że niektóre działania Jarosława Kaczyńskiego nie zmierzają w dobrą stronę. Przypominają politykę PC z lat 90., gdzie problemem była niby zbyt duża liczba członków, czyli partia wymykała się spod kontroli. Prezes PiS musi zdawać sobie sprawę, że PiS musi stać się szerokim ruchem społecznym. Tak zwyciężył Fidesz, tak musimy i my.
niedziela, 16 października 2011
"Obiektywizm" czyli naiwność
Żyjemy w świecie pełnym różnego rodzaju interesów, walk stronnictw etc. W którym co najwyżej obiektywne przedstawienie rzeczywistości stanowi kwiatek do kożucha propagandy, mające na celu uwiarygodnienie. Należałoby postawić pytanie, czy rzeczywiście to takie złe?
Hasło "Politycznej poprawności" wyrosło z przekonania o "obiektywizmie" mediów. Należy postawić jasno dziennikarz ma swoje poglądy i je jawnie powinien przedstawiać. W przeciwnym razie mamy do czynienia z zakładaniem maski, która powoduje tylko i wyłącznie oszukiwanie opinii publicznej. W wyniku tego pan Tomasz Lis był brany do niedawna, za wzór dziennikarstwa, co delikatnie rzecz ujmując mijało się mocno z rzeczywistym obrazem. Z takiej "politycznej poprawności" wyrasta tylko większe zakłamanie.
Trzeba pogodzić się z tym, że miejsca na obiektywne medium po prostu nie ma. Przy wolnorynkowej gospodarce, media spełniają to czego chcą konsumenci. A ci chcą przytakiwania ich poglądom. I przy atakom na wrogą stronę ujawnia się prawda. Jest efektem ubocznym. Nie bądźmy naiwni.
Hasło "Politycznej poprawności" wyrosło z przekonania o "obiektywizmie" mediów. Należy postawić jasno dziennikarz ma swoje poglądy i je jawnie powinien przedstawiać. W przeciwnym razie mamy do czynienia z zakładaniem maski, która powoduje tylko i wyłącznie oszukiwanie opinii publicznej. W wyniku tego pan Tomasz Lis był brany do niedawna, za wzór dziennikarstwa, co delikatnie rzecz ujmując mijało się mocno z rzeczywistym obrazem. Z takiej "politycznej poprawności" wyrasta tylko większe zakłamanie.
Trzeba pogodzić się z tym, że miejsca na obiektywne medium po prostu nie ma. Przy wolnorynkowej gospodarce, media spełniają to czego chcą konsumenci. A ci chcą przytakiwania ich poglądom. I przy atakom na wrogą stronę ujawnia się prawda. Jest efektem ubocznym. Nie bądźmy naiwni.
czwartek, 29 września 2011
Wszystkie ręce na pokład
Nie we wszystkim zgadzam się z Jarosławem Kaczyńskim, począwszy od kwestii JOW po wolny rynek i tak można by długo wyliczać. W związku z tym szukałem alternatywy dla PiS w postaci chociażby sojuszu UPR i Jurka. Ten projekt był kompletnie chybiony. Nie miał mocy nawet na rejestrację list wyborczych.
Krótko mówiąc dla PiS nie ma alternatywy. Mogą się zaraz odezwać gromy korwinowców, że to pobożna lewica itd. Tak i może jest. Jednak jaką mamy alternatywę? Korwina debatującego z Palikotem, tym samym traktującego go jako poważną lewicę, w dodatku gadającego bzdury, że za Hitlera było lepiej? Wolne żarty.
Jest wkurzające to, że mój głos jak wielu innych konserwatywnych liberałów Kaczyński może olać, bo jesteśmy mało liczną grupą elektoratu. Takie są fakty. Dlatego musimy zrobić wszystko by nas głos był z każdym dniem coraz silniejszy. A w PiS są postacie warte poparcia ze względu na poparcie wolnorynkowych postulatów np. pan Wipler, pani Żuraw. Jest wiele takich postaci wymagają tylko naszego wsparcia.
Głos koliberalny w tych wyborach, może być tylko zaczątkiem czegoś nowego. W Stanach Zjednoczonych jest Tea Party. Może warto iść tą drogą?
Porzućmy złudzenia, że Kaczyński tu i teraz zrezygnuje z głoszenia poglądów pro - socjalnych. Jest taki a nie inny decydujący elektorat. Polityka to jest gra. Kompromisy są konieczne, aby coś zdziałać. Zawsze jest z tym związane ryzyko, że nic to nie da. Jednak to ryzyko jak dla mnie jest dla mnie znacznie korzystniejsze, w kwestii uzyskania realnych rozwiązań wolnorynkowych.
Wielu może, twierdzić, że nadchodzący kryzys wszystko zmieni. Zmieni i owszem. Tylko czy pójdą ludzie w stronę ekscentryka, nienadającego się na wysokie urzędy w państwie. Czy na tych, którzy byli kompromisowi , a jednocześnie się coś zmienić? Krótko mówiąc byli poważnie traktowani? Można jeszcze mówić o zamachu stanu itd., ale potraktujmy to jako kiepski żart.
Na koniec warto wspomnieć słowa Kaczyńskiego z wywiadu z Teresą Torańską pt. „My”, ponieważ są dość dobrą puentą tej notki:
"Zrozum, nam się postawiło alternatywę: albo stójcie z tubą na rogu ulicy, jeśli was będzie stać na tubę, i sobie krzyczcie, co chcecie; albo jeśli chcecie stworzyć tutaj jakąś realną siłę społeczną, do której potrzebne są pieniądze, to weźcie wodę w usta, mówcie, że wszystko jest OK, nie ma żadnych "czerwonych", nie ma żadnej nomenklatury. Otóż my taki wybór odrzucamy. To jest szantaż, to jest uniemożliwianie prowadzenia działalności politycznej, poważnej działalności politycznej."
sobota, 10 września 2011
"GP Codziennie": rozczarowanie
Lektura wczorajszej i dzisiejszej "Gazety Polskiej Codziennej" obudziła we mnie przypuszczenie, iż ten projekt zakończy się klapą. Forma tego "tabloidu politycznego" przypomina mi dawną próbę budowy tabloidu przez Agorę. Nazywał on się bodajże "Nowy Dzień". Też w nim próbowano połączyć lekką formę z poważną treścią polityczną, a to nie wyszło.
Pierwsza kwestia to dział opinii. Opiera się on na krótkich felietonikach, które moim skromnym zdaniem nie wyrażają pełnej treści, szczególnie tej dotyczącej rządu Donalda Tuska. Lepiej by się sprawdzał dwustronicowy dział, z wywiadem bądź dłuższym felietonem. Co do wywiadów, dość wkurzającą rzeczą są tylko fragmenty wywiadów, które będą w tygodniku "Gazeta Polska". No przepraszam, ten tabloid ma być tylko reklamą tygodnika ? Trochę to niepoważne.
Kolejną rzeczą jest przekaz informacji. Na 3 stronie są podawane w kilku kolorowych kwadracikach dwu-zdaniowe informacje. A wśród nich są takie, które można byłoby rozwinąć np. w sprawie niestartowania JKM w wyborach.
Ostatnia rzecz, to krótko mówiąc plotki. Te stanowią fundament każdego tabloidu, a te sprowadzono do 2 ostatnich stron. W dodatku skierowane tylko do dotychczasowego czytelnika tygodnika "Gazeta Polska". A z tego co pisał jeszcze przez powstaniem "Codziennej" w Gazecie Polskiej, miało to docierać do szerszego grona odbiorców.
Podsumowując, w mojej ocenie miejsca dla "Gazety Polskiej Codziennej" nie ma miejsca na rynku. Są albo poważne tygodniki, dzienniki, albo totalny tabloid zawierający tylko 2-3 strony polityki. To potwierdzał wspomniany "Nowy Dzień" potwierdza "Codzienna". Życzę powodzenia, aczkolwiek mnie nie przekonał. A jaki powinien być projekt zapewniający rozwój środowisku "GP"? To już temat być może na następną notkę.
Pierwsza kwestia to dział opinii. Opiera się on na krótkich felietonikach, które moim skromnym zdaniem nie wyrażają pełnej treści, szczególnie tej dotyczącej rządu Donalda Tuska. Lepiej by się sprawdzał dwustronicowy dział, z wywiadem bądź dłuższym felietonem. Co do wywiadów, dość wkurzającą rzeczą są tylko fragmenty wywiadów, które będą w tygodniku "Gazeta Polska". No przepraszam, ten tabloid ma być tylko reklamą tygodnika ? Trochę to niepoważne.
Kolejną rzeczą jest przekaz informacji. Na 3 stronie są podawane w kilku kolorowych kwadracikach dwu-zdaniowe informacje. A wśród nich są takie, które można byłoby rozwinąć np. w sprawie niestartowania JKM w wyborach.
Ostatnia rzecz, to krótko mówiąc plotki. Te stanowią fundament każdego tabloidu, a te sprowadzono do 2 ostatnich stron. W dodatku skierowane tylko do dotychczasowego czytelnika tygodnika "Gazeta Polska". A z tego co pisał jeszcze przez powstaniem "Codziennej" w Gazecie Polskiej, miało to docierać do szerszego grona odbiorców.
Podsumowując, w mojej ocenie miejsca dla "Gazety Polskiej Codziennej" nie ma miejsca na rynku. Są albo poważne tygodniki, dzienniki, albo totalny tabloid zawierający tylko 2-3 strony polityki. To potwierdzał wspomniany "Nowy Dzień" potwierdza "Codzienna". Życzę powodzenia, aczkolwiek mnie nie przekonał. A jaki powinien być projekt zapewniający rozwój środowisku "GP"? To już temat być może na następną notkę.
piątek, 9 września 2011
Od samych ulg nie przybędzie dzieci, innowacji etc.
PiS przedstawił w Krynicy swoje propozycje dotyczące podatków. Zapowiadają się dość obiecująco. Aż szkoda, że na uproszczeniu systemu nie skupił się Kaczyński podczas rozmowy w TVP INFO i POLSAT NEWS. No, ale lepiej późno niż wcale. Do rzeczy. Otóż jedną z propozycji było powstanie ulgi przeznaczonej na badania naukowe służące unowocześnieniu polskiej gospodarki. Oprócz tego poruszono także kwestię ulgi prorodzinnej. Chciałbym postawić zasadne w tym momencie pytanie: czy te ulgi przynoszą rzeczywiście oczekiwany efekt? To znaczy, czy za sprawą ulg przybywa więcej dzieci, innowacji etc.?
Nie do końca tak jest. Ulgi podatkowe mogą przynieść danej grupie (rodzicom, naukowcom) lekkie odciążenie, co do tego nie ma wątpliwości. Jednak nie spełniają one roli nazwijmy pobudzacza danego efektu np. większej liczby dzieci czy badań naukowych. Sam podatek dochodowy tak naprawdę dla polskich rodzin jest mało odczuwalny (w sferze nazwijmy nie wiem psychologicznej), tak jak jest chociażby z VAT-em) na co dzień, bo zaliczka na podatek jest zabierana przez pracodawcę. Efekt jest odczuwalny tylko przy zwrocie podatku.
Także ulgi nie spełniają zakładanej im roli przez polityków, ekspertów etc. W moim odczuciu najlepszym rozwiązaniem i sprawiedliwszym jest radykalna obniżka podatków wszystkim. A z tym wiąże się ograniczanie wydatków.
PS. By ktoś nie zrozumiał źle. Lepiej by te ulgi były, niż by ich nie było i obowiązywał chory system podatkowy.
Nie do końca tak jest. Ulgi podatkowe mogą przynieść danej grupie (rodzicom, naukowcom) lekkie odciążenie, co do tego nie ma wątpliwości. Jednak nie spełniają one roli nazwijmy pobudzacza danego efektu np. większej liczby dzieci czy badań naukowych. Sam podatek dochodowy tak naprawdę dla polskich rodzin jest mało odczuwalny (w sferze nazwijmy nie wiem psychologicznej), tak jak jest chociażby z VAT-em) na co dzień, bo zaliczka na podatek jest zabierana przez pracodawcę. Efekt jest odczuwalny tylko przy zwrocie podatku.
Także ulgi nie spełniają zakładanej im roli przez polityków, ekspertów etc. W moim odczuciu najlepszym rozwiązaniem i sprawiedliwszym jest radykalna obniżka podatków wszystkim. A z tym wiąże się ograniczanie wydatków.
PS. By ktoś nie zrozumiał źle. Lepiej by te ulgi były, niż by ich nie było i obowiązywał chory system podatkowy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)