niedziela, 29 lipca 2012
Czy aby na pewno będzie Budapeszt?
Wiele osób z prawicy stawia dość kategorycznie sprawę, iż upadek Platformy Obywatelskiej spowoduje dojście PiS do władzy i realizację programu IV RP, który jest realizowany po części na Węgrzech. Tylko ten związek przyczynowo-skutkowy jest troszkę nieprzystający do rzeczywistości.
Igor Janke swego czasu dla Rzeczpospolitej pisał, iż porównywanie tych formacji nie ma sensu. Począwszy od kierunku działania (Fidesz jest w gruncie rzeczy centroprawicą, coś jak PO tylko nakierowaną trochę na program IV RP) , do narzędzi ku temu (PiS jest partią wąską, Fidesz nie).
Może ktoś powiedzieć, że i na Węgrzech i w Polsce na Fidesz i PiS jest nagonka mediów lewicowo-liberalnych. Tylko jest jedno ale: Fidesz zbudował konkurencję dla nich jest w miarę równowaga. A czy PiS cos zbudował silnego oddziałującego mocno na opinię publiczną jak telewizja? Nie. By nie było niedomówień chodzi o telewizję trafiającą do szerszego grona odbiorców, a nie jak TV Trwam do przekonanych. By koncepcja za AWS TV Familijnej, za PiS Puls no i nie wyszło. Z resztą kichać media one nie są tak istotne, jak słusznie zauważył Rafał Ziemkiewicz w "Czasie Wrzeszczących Staruszków" nie da się mówić niezadowolonemu, że jest. Krytyka mediów służy wręcz jako coś przyciągającego do atakowanej partii. Pod jednym warunkiem, że chcemy by siłę jak nam wpada w ręce wykorzystać. Z tym jest niestety tez kiepsko.
PiS jest partią nastawiona na to by być pod pełną kontrolą lidera, by nikt nie wymknął sie spod kontroli. Każda niezależność jest traktowana jako zagrożenie a nie wsparcie. Tak traktuje partyjna góra, którą zadowala stagnacja i lata w opozycji.
Żeby dojść do władzy trzeba czas wykorzystać maksymalnie. A tu jest kompletna lipa. Warto sobie zadać pytanie kto na tym zyska?
Otóż zyska siła broniąca zdobyczy III RP, która wykorzysta kryzys do podnoszenia haseł socjalnych i będzie miała w mediach piękna twarz. Co PRL-akom, lemingom będzie pasować. Taką formacją jest SLD. Można powiedzieć tylko postPRL-owski beton. W mojej ocenie wystarczy w odpowiednim momencie odświeżyc stare hasełka o alternatywie dla okropnego PO-PiS-u co będzie nośne. A Ruch Palikota, ktoś zapyta? Umrze jak matka - Platforma Obywatelska.
piątek, 29 czerwca 2012
Co po EURO powinien zrobić PiS?
Zbliża się koniec EURO 2012. Miał to być czas podsumowania pójścia naszego państwa naprzód, nie prowizorki, walki z czasem o 30 kilometrowy kawałek autostrady droższy niż w Alpach.
Te fakty Platforma Obywatelska będzie starała się wymazać ogólna falą entuzjazmu albo tematami zastępczymi jak np. in vitro (tak wiem, że kwestia obrony życia, godności człowieka jest ważna, niemniej jednak Donald Tusk sprowadził ją do prostego PR-owego zabiegu).
Oczywiście nie jest to dziwne bo rząd ma się czego wstydzić. Trzeba przypomnieć co mówił pan premier o planach rządu PiS ws. dróg. Uznał on za tchórzostwo(tak powiedział) plan 3 tys. km autostrad. I PO założyła plan na 4 tysiące. A zbudowano 600 (tak sześćset). Prawo i Sprawiedliwość musi przed sobą postawić za punkt honoru przedstawienie tego. Jeśli nie to trzeba będzie czekać na jakieś tąpniecie w 2015, ktore da fundamenty nowemu bytowi na prawej stronie sceny politycznej. PiS może działać, tylko trzeba chcieć. A jak na przykład o tym poniżej.
Plan "Tydzień Dróg"
Przez cały tydzień codziennie konferencja prasowa dotycząca szczegółów przetargów, bankructw podwykonawców (DSS-ów itd. )
Poniedziałek - postawienie w trybie pilnym wniosku o wotum nieufności dla ministra Nowaka (wiedział co brał) i o odwołanie z funkcji wicemarszałka Grabarczyka (nie może być zgody na premiowanie klęski). Po co tak ostro by przyciągnąć wzrok na PiS.
Wtorek - w primetimie emisja spotu PiS z przypomnieniem słów DT o "tchórzostwie" PiS i rezultatami jego rządów. Istotne jeszcze jest porównanie kosztów budowy naszych dróg z kosztami budowy w Alpach, albo jakimś innym egzotycznym miejscu.
Środa - zaproszenie na debatę z Polaczkiem ministra Nowaka i Grabarczyka, która mogłaby się odbyć w piątek w TVP np. Misja publiczna do czegoś jednak zobowiązuje. :)
Piątek - zależnie od sytuacji zmiażdżenie PO za ucieczkę od debaty lub zmiażdżenie w debacie (Hofman musi sie troszkę wysilić,aczkolwiek to nie jest nierealne).
Tak można to zrobić, trzeba jednak po prostu chcieć. Jeżeli chcenia nie będzie, to pozostaje nam czekać na samozagładę PO.
PS. Dziękuję za inspirację do tej notki panu posłowi Brudzińskiemu za sprawą wywiadu dla Radia Maryja.
Te fakty Platforma Obywatelska będzie starała się wymazać ogólna falą entuzjazmu albo tematami zastępczymi jak np. in vitro (tak wiem, że kwestia obrony życia, godności człowieka jest ważna, niemniej jednak Donald Tusk sprowadził ją do prostego PR-owego zabiegu).
Oczywiście nie jest to dziwne bo rząd ma się czego wstydzić. Trzeba przypomnieć co mówił pan premier o planach rządu PiS ws. dróg. Uznał on za tchórzostwo(tak powiedział) plan 3 tys. km autostrad. I PO założyła plan na 4 tysiące. A zbudowano 600 (tak sześćset). Prawo i Sprawiedliwość musi przed sobą postawić za punkt honoru przedstawienie tego. Jeśli nie to trzeba będzie czekać na jakieś tąpniecie w 2015, ktore da fundamenty nowemu bytowi na prawej stronie sceny politycznej. PiS może działać, tylko trzeba chcieć. A jak na przykład o tym poniżej.
Plan "Tydzień Dróg"
Przez cały tydzień codziennie konferencja prasowa dotycząca szczegółów przetargów, bankructw podwykonawców (DSS-ów itd. )
Poniedziałek - postawienie w trybie pilnym wniosku o wotum nieufności dla ministra Nowaka (wiedział co brał) i o odwołanie z funkcji wicemarszałka Grabarczyka (nie może być zgody na premiowanie klęski). Po co tak ostro by przyciągnąć wzrok na PiS.
Wtorek - w primetimie emisja spotu PiS z przypomnieniem słów DT o "tchórzostwie" PiS i rezultatami jego rządów. Istotne jeszcze jest porównanie kosztów budowy naszych dróg z kosztami budowy w Alpach, albo jakimś innym egzotycznym miejscu.
Środa - zaproszenie na debatę z Polaczkiem ministra Nowaka i Grabarczyka, która mogłaby się odbyć w piątek w TVP np. Misja publiczna do czegoś jednak zobowiązuje. :)
Piątek - zależnie od sytuacji zmiażdżenie PO za ucieczkę od debaty lub zmiażdżenie w debacie (Hofman musi sie troszkę wysilić,aczkolwiek to nie jest nierealne).
Tak można to zrobić, trzeba jednak po prostu chcieć. Jeżeli chcenia nie będzie, to pozostaje nam czekać na samozagładę PO.
PS. Dziękuję za inspirację do tej notki panu posłowi Brudzińskiemu za sprawą wywiadu dla Radia Maryja.
piątek, 15 czerwca 2012
PiS a kibole - od czego to się zaczęło?
Standardowo "Gazeta Wyborcza" PiS ze złem wcielonym, w tym wypadku kibolami, którzy zaatakowali "pokojowo nastawionych" (szczególnie to wyrażało się w symbolach Kraju Rad jak to propaganda określała Związek Sowiecki) Rosjan. Już abstrahuję od szczegółów tej ulicznej bitwy przed meczem Polska-Rosja. Bo nie o tym chciałbym dzisiaj pisać. Aby zrozumieć powiązanie PiS z kibolami trzeba cofnąć się trochę wstecz.
Jest maj 2011 roku, w Polsce panuje dyskusja nt. zadymy kiboli na meczu finału Pucharu Polski odbywającego się w moim mieście Bydgoszczy. Za te zadymy został aresztowany min. Piotr Staruchowicz ps. "Staruch". Zyskał on poręczenie min. poseł Beaty Kempy, byłego już senatora Zbigniewa Romaszewskiego i paru osób związanych z PiS. Uzasadniane to było (skądinąd być może słusznie) formą aresztowania, ograniczeniu jego praw do obrony itd.
Czy czegoś to państwu nie przypomina? Bo mnie tak. Przypomina wrzaski lewicowo-liberalnych elit z lat 2005-2007 o dyktaturze, totalitaryzmie, wreszcie reżimowych działaniach w postaci aresztowań o 5 rano. A takie działania były ws. Starucha. Jakie odwrócenie sytuacji nieprawdaż? No, ale oczywiście wtedy to było w "słusznej" sprawie. A teraz to chodzi o obronę "bandyty". Jest to w cudzysłowie, bo o ile mnie pamięć nie myli, postępowanie się jeszcze toczy, więc nie będę nikogo osądzał, od tego jest sąd.
Rozumiem motywy postępowania polityków PiS, tylko nie za bardzo rozumiem, czemu dalej babrali się w tej trudnej sprawie poprzez gadanie o "patriotycznych" akcjach itd.? Pod "Starucha" podpinają się środowiska stojące naprzeciw fundamentom Prawa i Sprawiedliwości. Nie dziwię się, że Jarosław Kaczyński milczy (dobrze, że chociaż nie milczy "mową nienawiści" jak to wiele redaktorów z "GW" udowadniało) i chciałby pewnie, by to się skończyło.
Na koniec zwrócę uwagę na paradoks tej całej historii, przemieszania ról. PiS w swoim programie stawia za jeden z fundamentów kontrolę demokratyczną instytucji prokuratury itd. A przecież wiadomo, że opinia publiczna postawiła na "Staruchu" kreskę. A to wykorzystały lewicowo-liberalne środowiska stające po stronie "metod IV RP". Jeśli już tak bardzo "GW" chce to niech opowie się jeszcze za twardą polityką karną, a może kto wie za karą śmierci. Jeszcze dużo jest do zrobienia. :-)
Jest maj 2011 roku, w Polsce panuje dyskusja nt. zadymy kiboli na meczu finału Pucharu Polski odbywającego się w moim mieście Bydgoszczy. Za te zadymy został aresztowany min. Piotr Staruchowicz ps. "Staruch". Zyskał on poręczenie min. poseł Beaty Kempy, byłego już senatora Zbigniewa Romaszewskiego i paru osób związanych z PiS. Uzasadniane to było (skądinąd być może słusznie) formą aresztowania, ograniczeniu jego praw do obrony itd.
Czy czegoś to państwu nie przypomina? Bo mnie tak. Przypomina wrzaski lewicowo-liberalnych elit z lat 2005-2007 o dyktaturze, totalitaryzmie, wreszcie reżimowych działaniach w postaci aresztowań o 5 rano. A takie działania były ws. Starucha. Jakie odwrócenie sytuacji nieprawdaż? No, ale oczywiście wtedy to było w "słusznej" sprawie. A teraz to chodzi o obronę "bandyty". Jest to w cudzysłowie, bo o ile mnie pamięć nie myli, postępowanie się jeszcze toczy, więc nie będę nikogo osądzał, od tego jest sąd.
Rozumiem motywy postępowania polityków PiS, tylko nie za bardzo rozumiem, czemu dalej babrali się w tej trudnej sprawie poprzez gadanie o "patriotycznych" akcjach itd.? Pod "Starucha" podpinają się środowiska stojące naprzeciw fundamentom Prawa i Sprawiedliwości. Nie dziwię się, że Jarosław Kaczyński milczy (dobrze, że chociaż nie milczy "mową nienawiści" jak to wiele redaktorów z "GW" udowadniało) i chciałby pewnie, by to się skończyło.
Na koniec zwrócę uwagę na paradoks tej całej historii, przemieszania ról. PiS w swoim programie stawia za jeden z fundamentów kontrolę demokratyczną instytucji prokuratury itd. A przecież wiadomo, że opinia publiczna postawiła na "Staruchu" kreskę. A to wykorzystały lewicowo-liberalne środowiska stające po stronie "metod IV RP". Jeśli już tak bardzo "GW" chce to niech opowie się jeszcze za twardą polityką karną, a może kto wie za karą śmierci. Jeszcze dużo jest do zrobienia. :-)
niedziela, 20 maja 2012
Uważam rze prawica napędza lewicę
Do wspomnieniu o sytuacji tygodników Presspubliki natchnęła mnie notka o Rzepie rosemanna, któremu za nią dziękuję. :)
Jednak nie o Rzepie będę wspominał, a o tygodnikach należących do króla "Midasa" - Hajdarowicza. Jak wszyscy dobrze wiemy Uważam Rze, jest liderem wśród tygodników opinii (tak wiem, że jest jeszcze Gość niedzielny, ale to inna bajka ze względu na formę dystrybucji). Pomimo różnego rodzaju plotek o dorżnięciu watahy, na szczęści i nieszczęście tak się nie stało. Na szczęście, bo mamy alternatywę dla mediów lewicowo-liberalnych. Nieszczęście, bo w zamian za istnienie Uważam Rze, kontynuuje swoje istnienie "Sukces" czy "Przekrój" (tam to już odjazd jest zupełny w lewacką stronę) za sprawą zysku Uważam Rze istniejącego , pomimo że jest z niską ceną.
W mojej ocenie należałoby działać na rzecz odcięcia się od lewicowych pasożytów w postaci wspomnianych wyżej tygodników. A to jest tylko możliwe, gdy będziemy prawica będzie miała osobną spółkę, w żaden sposób niepowiązaną z lewicowo-liberalnym establishmentem.
Należałoby rozważyć współpracę dziennikarzy "Uważam Rze" z "Gazetą Polską", tylko trzeba jednak pokonać wzajemne uprzedzenia, które gnębią prawicę, gdzie się nie spojrzeć.
niedziela, 13 maja 2012
Co po Platformie Obywatelskiej?
Jak wiele osób zauważa powolutku zbliżamy się do końca rządów Platformy Obywatelskiej, który jest nieunikniony. Warto zastanowić się nad tym, jaki będzie stan państwa po jej rządach? Czy sytuacja będzie na tyle powiedzmy dramatyczna, która spowoduje danie dużego kredytu zaufania Prawu i Sprawiedliwości, powiedzmy takiego jaki ma węgierski Fidesz? Czy też jednak będziemy postawienie przed kolejnym wariantem zgniłego kompromisu? Jeśli tak, to z kim i na jakich warunkach?
No dobrze, tylko czy mamy wyjście z ewentualnej degrengolady? Czy nadal projekt IV Rzeczypospolitej jest odpowiedni do warunków naszej rzeczywistości? Czy nie warto wprowadzić korekty polityki gospodarczej?
Tytułowe pytanie, a ile rozpoczyna wątków. Zachęcam wszystkich do dyskusji. Przeanalizujmy co jest istotne, a co nie. Pomyślmy o państwie na nowo.
No dobrze, tylko czy mamy wyjście z ewentualnej degrengolady? Czy nadal projekt IV Rzeczypospolitej jest odpowiedni do warunków naszej rzeczywistości? Czy nie warto wprowadzić korekty polityki gospodarczej?
Tytułowe pytanie, a ile rozpoczyna wątków. Zachęcam wszystkich do dyskusji. Przeanalizujmy co jest istotne, a co nie. Pomyślmy o państwie na nowo.
środa, 14 marca 2012
Medialnej hucpy cd. czyli o ewentualnym spotkaniu liderów
Przemysł medialny znowu nadaje o ewentualnym spotkaniu Jarosława Kaczyńskiego z Donaldem Tuskiem pod pretekstem reform Gowina. Oczywiście ten przekaz jest nakierowany jest jasny: PiS znowu odtrąca rękę wielkiego Donalda.
Myśl samodzielnie. To hasło powinno w każdej chwili namysłu nad polityka powinno przyświecać każdemu z nas.
Więc zastanówmy się co ewentualne spotkanie liderów PO i PiS by dawało. Czy nagle powstaną miejsca pracy? Nie. Czy podczas tego spotkania powstanie projekt? Nie, ten ułożą eksperci, którzy mogliby działać. Więc po co komukolwiek z nas to by liderzy mogli sobie kolokwialnie mówiąc, spotkać się na herbatce? Tylko by robić PR premierowi , nic więcej, co do tego wątpliwości jakichkolwiek mieć nie można.
Najlepszą odpowiedź JK byłoby powołanie komisji ds. zmiany konstytucji i ustaw dotyczących deregulacji. Jeśli premier odpowie nie to da jasno do zrozumienia, po co to spotkanie miałoby być. Bynajmniej nie by coś zmienić.
Myśl samodzielnie. To hasło powinno w każdej chwili namysłu nad polityka powinno przyświecać każdemu z nas.
Więc zastanówmy się co ewentualne spotkanie liderów PO i PiS by dawało. Czy nagle powstaną miejsca pracy? Nie. Czy podczas tego spotkania powstanie projekt? Nie, ten ułożą eksperci, którzy mogliby działać. Więc po co komukolwiek z nas to by liderzy mogli sobie kolokwialnie mówiąc, spotkać się na herbatce? Tylko by robić PR premierowi , nic więcej, co do tego wątpliwości jakichkolwiek mieć nie można.
Najlepszą odpowiedź JK byłoby powołanie komisji ds. zmiany konstytucji i ustaw dotyczących deregulacji. Jeśli premier odpowie nie to da jasno do zrozumienia, po co to spotkanie miałoby być. Bynajmniej nie by coś zmienić.
czwartek, 16 lutego 2012
Żelazna dama a polska rzeczywistość
W "Uważam Rze" poruszono temat rządów Margaret Thatcher w Wielkiej Brytanii, który wart jest omówienia. Niewątpliwie żelazna dama jest nietuzinkową postacią światowej polityki godną naśladowania. Tylko czy można ją jakoś naśladować w Polsce? W mojej ocenie jest to niemożliwe na dzień dzisiejszy. Na taką a nie inną ocenę składają się 2 właściwie czynniki ze sobą spójne, o których poniżej.
Pierwszym czynnikiem jest społeczne poparcie. Wielu huraoptymistów chcących polskiej Thatcher zapomina o tym, że Iron Lady miała duże poparcie społeczne, pozwalające na zmiany w prawie, walkę ze związkami zawodowymi itd. Czy w Polsce, w której wiara w państwo opiekuńcze jest nadal po komunizmie jest bardzo żywa, jakikolwiek liberalny polityk chcą reformować ma szansę na duże poparcie społeczne? Oczywiście, że nie. Aby to się zmieniło musiałby nastąpić przełom poprzez wielki kryzys pozbawiający kogokolwiek złudzeń o dobru welfare state.
Można też rozważać przypadek gdy w okresie kampanii wyborczej mamy do czynienia z plastikowością jak w przypadku premiera Donalda Tuska. A po wyborach potężne szarpnięcie cugli. Tylko do tego trzeba by mieć gotowe projekty, włącznie z nową konstytucją. No i trzeba by przepchnąć w ciągu pierwszych 100-200 dni rządu, bo potem to byłby los podobny do Buzka i AWS, tylko z wcześniejszym wyrokiem.
Ustawa zasadnicza jest drugim czynnikiem, ważnym do analizy możności reformowania państwa. Obecna konstytucja pełen praw obywateli (w tym socjalnych) byłby potężną zaporą dla samej Margaret Thatcher. Dlatego konieczna jest nowa ustawa zasadnicza, tylko jej przepchnięcie jest możliwe za sprawą dużego poparcia obywateli, dające większość pozwalająca na jej zmianę. I tu wracamy do punktu wyjścia.
Można by też rozważać budowanie nowej konstytucji, będącej gwarantem tylko podstawowych praw i wolności obywatelskich, bez socjalu. Tylko czy obecna elita polityczna ukształtowana przez solidarystyczne myślenie byłaby do tego zdolna? No niestety nie.
Z tej notki wyłania się ponury obraz polskiej rzeczywistości. Tę szarość mogłaby przełamać tylko świadomość obywateli o szkodliwości welfare state. Dlatego czymś niezwykle ważnym jest to aby każdy z nas podzielający wartości Iron Lady działał na rzecz idei w swoim środowisku. Bez tego nie będzie kroku naprzód.
Pierwszym czynnikiem jest społeczne poparcie. Wielu huraoptymistów chcących polskiej Thatcher zapomina o tym, że Iron Lady miała duże poparcie społeczne, pozwalające na zmiany w prawie, walkę ze związkami zawodowymi itd. Czy w Polsce, w której wiara w państwo opiekuńcze jest nadal po komunizmie jest bardzo żywa, jakikolwiek liberalny polityk chcą reformować ma szansę na duże poparcie społeczne? Oczywiście, że nie. Aby to się zmieniło musiałby nastąpić przełom poprzez wielki kryzys pozbawiający kogokolwiek złudzeń o dobru welfare state.
Można też rozważać przypadek gdy w okresie kampanii wyborczej mamy do czynienia z plastikowością jak w przypadku premiera Donalda Tuska. A po wyborach potężne szarpnięcie cugli. Tylko do tego trzeba by mieć gotowe projekty, włącznie z nową konstytucją. No i trzeba by przepchnąć w ciągu pierwszych 100-200 dni rządu, bo potem to byłby los podobny do Buzka i AWS, tylko z wcześniejszym wyrokiem.
Ustawa zasadnicza jest drugim czynnikiem, ważnym do analizy możności reformowania państwa. Obecna konstytucja pełen praw obywateli (w tym socjalnych) byłby potężną zaporą dla samej Margaret Thatcher. Dlatego konieczna jest nowa ustawa zasadnicza, tylko jej przepchnięcie jest możliwe za sprawą dużego poparcia obywateli, dające większość pozwalająca na jej zmianę. I tu wracamy do punktu wyjścia.
Można by też rozważać budowanie nowej konstytucji, będącej gwarantem tylko podstawowych praw i wolności obywatelskich, bez socjalu. Tylko czy obecna elita polityczna ukształtowana przez solidarystyczne myślenie byłaby do tego zdolna? No niestety nie.
Z tej notki wyłania się ponury obraz polskiej rzeczywistości. Tę szarość mogłaby przełamać tylko świadomość obywateli o szkodliwości welfare state. Dlatego czymś niezwykle ważnym jest to aby każdy z nas podzielający wartości Iron Lady działał na rzecz idei w swoim środowisku. Bez tego nie będzie kroku naprzód.
Subskrybuj:
Posty (Atom)